piątek, 12 grudnia 2014

Co dalej?

Będę trenował według wskazówek Marcina. Lekko skoryguję dietę. Chciałbym też pobiec przyszłoroczny Maraton Warszawski żeby w roku kilku jubileuszy (rodzinnych, własnych i biegowych) cieszyć się finiszem na Stadionie Narodowym. Bo to jeszcze nie było moim udziałem.

Podjęcie decyzji jak dalej biegać zajęło mi trochę czasu. Początkowo pozwalałem sobie nieco ją odwlekać. Podobnie jak początek zimowej pracy przed sezonem 2015. Cieszyłem się spokojem i przyjemnym przekonaniem, że nic nie muszę. A gdy już stwierdziłem, że trzeba coś postanowić, postarałem się żeby proces wyboru przebiegł sprawnie. I poczułem się jeszcze lepiej. Wrócił entuzjazm, poczułem podniecenie. Tak! Mam wsparcie, określiłem zamierzenia, mogę zaczynać! Jakbym wybiegł na szosę, brnąc wcześniej po plaży. :)

Zacząłem od Piotra, którego zapytałem co by zmienił w moim treningu. Potem skontaktowałem się z Marcinem. Sondowałem też i inne adresy sprawdzając zainteresowanie poprowadzeniem takiego amatora jak ja. Rozważałem również samodzielne przygotowywanie planu. Tę opcję szybko odrzuciłem. Powtarzałbym treningi Piotra. Z Danielsa raczej bym nie skorzystał. Nie pojąłem, ale być może nie studiowałem go dość wnikliwie.

Marcin wyraził duże zainteresowanie przyjęciem mnie do swojej grupy, przynajmniej tak odebrałem korespondencję. A na podstawie podstawowych informacji o moim dotychczasowym bieganiu zgłosił pierwsze propozycje. Miejscami mocno zaskakujące. Dlatego się zdecydowałem. Nie wiem czy jego podejście jest lepsze, nie mam żadnej pewności, że przyniesie poprawę wyników (znaczącą). Wydaje mi się, że różni się od biegowej filozofii Piotra, a właśnie o zwrot mi chodziło. Nie o robienie tego samego u innego trenera. Ważna była też opinia Tomka, maratończyka, który od roku biega u Marcina. Zaczynamy!

Czytając biegowe strony www natknąłem się również na wytłumaczenie, być może, kłopotów mięśniowych, które były moim udziałem w Frankfurcie. Mogły występować w rezultacie niskiego poziomu żelaza, a w zasadzie ferrytyny. Decydując się na istotne zmniejszenie spożycia produktów odzwierzęcych, czyli mięsa i nabiału, pamiętałem przede wszystkim żeby jeść dużo białka. No i oczywiście o węglowodanów, jak każdy sportowiec wytrzymałościowy. Mniej myślałem o mikroelementach, o żelazie w szczególności. Podobno to błąd dość często przydarzający się nowicjuszom diety roślinnej. Już go wyprostowałem. Wyniki analiz poprawiły się, a myślę, że będą jeszcze lepsze.

Czyli nowy trening, odpowiednia dieta i plan startów. Na razie określiłem ramy, dwie imprezy docelowe. Wiosną, a w zasadzie już latem,  nocny półmaraton we Wrocławiu, a jesienią Maraton Warszawski. Jako zawody kontrolne wytypowałem dobrych kilkanaście biegów od mili do połówki. Ruszamy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz