sobota, 20 grudnia 2014

Inny trening

Jestem w trochę niewygodnej pozycji. Chciałbym powiedzieć w kilku słowach o nowym treningu, a jednocześnie zależy mi żeby uniknąć oceniania dotychczasowego biegania i tego które przede mną. Zdecydowanie za wcześnie na takie cenzurki. I co bardziej istotne, nie decydowałem się na zmianę bo znalazłem coś lepszego. Szukałem czegoś innego. I nawet jeżeli poprawię wyniki, nie będzie to według mnie oznaczać, że podejście Marcina jest lepsze od podejścia Piotra. A jedynie, że okazało się skuteczne dla takiego Maćka jak ja, w takim wieku i w konkretnym momencie zabawy w bieganie.

Na podstawie wyników i informacji o moich ostatnich aktywnościach Marcin postawił tezę, że jestem typem szybkościowca. Czyli, że w przeciwieństwie do wytrzymałościowców maraton zawsze będzie moim najsłabszym dystansem. Między wierszami zasugerował wręcz żeby odpuścić sobie tak długie bieganie, a skupić się na krótszych wyścigach. Bo tam widzi szansę na znacząco lepsze rezultaty. W moich planach na 2015 rok jesienny maraton jeszcze odgrywa ważną rolę, ale nie wykluczone, że w kolejnych latach zdecyduję się na taką zmianę. Jeżeli Pan Bóg da zdrowie. Rozważę to za mniej więcej dziesięć i pół miesiąca.

Pierwszy dwutygodniowy plan przyjąłem z rozczarowaniem. Treningi krótkie, kilometry prawie że pojedyncze. Na pierwszy rzut oka nie znalazłem w tej rozpisce żadnej pracy. A jednak. Po trzech akcentach i dwóch krótkich wybieganiach dociera do mnie, iż niezłą robotę można wykonać i podczas niedługiej jednostki treningowej. Czuję to w nogach; nie da się ukryć. Wystarczy skoncentrować się na detalach.

Bo do grafiku dołączone były dość precyzyjne instrukcje jak wykonać każdy element. Że podbiegi mocno, ale ostrożnie. Że zabawy biegowe w bardzo prędkim rytmie ważniejszym nawet od szybkości. Że w stałym tempie i przy zachowaniu rozluźnienia góry. Że wybiegania spokojnie, na samopoczucie, z uwagą ile czasu minęło od akcentu. Przed wyjściem czytam je i kilka razy. Przykładam się. Staram się być pilnym podopiecznym.

Istotną nowością są przerwy pomiędzy odcinkami. Między podbiegami pokonywane spacerem w dół górki. A te w trakcie zabaw biegowych bardzo długie, obecnie czterokrotnie dłuższe od fragmentów bieganych szybko. Szok! Wydawało mi się dotąd, że do złapania oddechu służy trucht, a maszerują tylko słabiaki. Rezultat jednak jest taki, że do kolejnego podbiegu czy wydłużonej przebieżki przystępuję na pełnym wypoczynku i mam potencjał żeby popracować nad wszystkimi zadanymi detalami. A potem z zaskoczeniem stwierdzam, że kulasy długo odczuwają pracę wykonaną w trakcie dziesięciu trzydziestosekundówek, czyli w ciągu raptem pięciu minut intensywnego biegania.

Jest zatem inaczej. I co ważniejsze jest entuzjazm, zapał i chęć do wysiłku. Czekam na kolejne treningi. A w domu mam więcej mocy do realizacji codziennych obowiązków. Choć nogi bolą. :)  

1 komentarz:

  1. Krzysztof Balatka21 grudnia 2014 06:42

    No aż chce się czytać:-)
    Ja już nie moge się doczekać jak wyjde z kontuzji
    Teraz biegam ale tak 2-3x tydz.po 5-10km. Ale za to dużo stabilizacji,siłowni,rower ....tak żeby nie zardzewiec;-)

    OdpowiedzUsuń