Jestem w trochę niewygodnej pozycji.
Chciałbym powiedzieć w kilku słowach o nowym treningu, a
jednocześnie zależy mi żeby uniknąć oceniania dotychczasowego
biegania i tego które przede mną. Zdecydowanie za wcześnie na
takie cenzurki. I co bardziej istotne, nie decydowałem się na
zmianę bo znalazłem coś lepszego. Szukałem czegoś innego. I
nawet jeżeli poprawię wyniki, nie będzie to według mnie oznaczać,
że podejście Marcina jest lepsze od podejścia Piotra. A jedynie,
że okazało się skuteczne dla takiego Maćka jak ja, w takim wieku
i w konkretnym momencie zabawy w bieganie.
Pierwszy dwutygodniowy plan przyjąłem
z rozczarowaniem. Treningi krótkie, kilometry prawie że pojedyncze.
Na pierwszy rzut oka nie znalazłem w tej rozpisce żadnej pracy. A
jednak. Po trzech akcentach i dwóch krótkich wybieganiach dociera
do mnie, iż niezłą robotę można wykonać i podczas niedługiej jednostki treningowej.
Czuję to w nogach; nie da się ukryć. Wystarczy skoncentrować się
na detalach.
Bo do grafiku dołączone były dość
precyzyjne instrukcje jak wykonać każdy element. Że podbiegi
mocno, ale ostrożnie. Że zabawy biegowe w bardzo prędkim rytmie
ważniejszym nawet od szybkości. Że w stałym tempie i przy
zachowaniu rozluźnienia góry. Że wybiegania spokojnie, na
samopoczucie, z uwagą ile czasu minęło od akcentu. Przed wyjściem
czytam je i kilka razy. Przykładam się. Staram się być pilnym
podopiecznym.
Istotną nowością są przerwy
pomiędzy odcinkami. Między podbiegami pokonywane spacerem w dół
górki. A te w trakcie zabaw biegowych bardzo długie, obecnie
czterokrotnie dłuższe od fragmentów bieganych szybko. Szok!
Wydawało mi się dotąd, że do złapania oddechu służy trucht, a
maszerują tylko słabiaki. Rezultat jednak jest taki, że do
kolejnego podbiegu czy wydłużonej przebieżki przystępuję na
pełnym wypoczynku i mam potencjał żeby popracować nad wszystkimi
zadanymi detalami. A potem z zaskoczeniem stwierdzam, że kulasy
długo odczuwają pracę wykonaną w trakcie dziesięciu
trzydziestosekundówek, czyli w ciągu raptem pięciu minut
intensywnego biegania.
Jest zatem inaczej. I co ważniejsze
jest entuzjazm, zapał i chęć do wysiłku. Czekam na kolejne
treningi. A w domu mam więcej mocy do realizacji codziennych
obowiązków. Choć nogi bolą. :)
No aż chce się czytać:-)
OdpowiedzUsuńJa już nie moge się doczekać jak wyjde z kontuzji
Teraz biegam ale tak 2-3x tydz.po 5-10km. Ale za to dużo stabilizacji,siłowni,rower ....tak żeby nie zardzewiec;-)