Miłość często bywa wystawiana na
poważne próby.
Na pierwszym treningu Fellriser'y
obtarły mi prawą piętę do żywego. A biegałem w łatwym terenie;
wokół poznańskiego Jeziora Rusałka, po ścieżkach jak w Lesie
Kabackim. Co ciekawe, nieprzyjemne doznania, pieczenie podczas
treningu nie zapowiadały tego co zobaczyłem po zdjęciu butów.
Spodziewałem się bąbla. Spostrzegłem lekko krwawą ranę.
Byłem rozczarowany, oj byłem. A bardziej zdenerwowany. Bo oglądając i macając trzewiki nie
znalazłem niczego co mogłoby powodować obrażenia. Raczej nie było
szans na szybkie odesłanie sprzętu do producenta z informacją, że
na przykład zapiętek mocno odstaje i jest przyczyną obtarć.
Trzeba było cierpliwie czekać. Byłem zły. Nacieszenie się wyczekiwanym cackiem odsuwało się w czasie. Irytowała świadomość, że tak renomowany produkt chwilowo jest bezużyteczny.
Bepanten i plastry z opatrunkiem
pozwalały normalnie biegać w innych butach. I po twardych
nawierzchniach, i w terenie. Stare Saucony Jazz 12 TR przeżyły
dzięki temu drugą młodość. Trzymałem je na półce jako
absolutną rezerwę i spodziewałem się, że założę je raczej do
intensywnych prac w ogrodzie, a nie żeby ganiać po lesie. Jednak w
ostatnich tygodniach pokonałem w nich ponad sto czterdzieści
kilometrów.
Rana goiła się długo. Co i raz
sprawdzałem czy już można wybrać się na kontrolny trening.
Niestety. Już samo włożenie stopy do nowego buta było bolesne. W
międzyczasie szukałem sposobów na obtarte pięty. Wydawało się,
że zapiętki będą dobrym rozwiązaniem. Raczej nie. Piotr
przypomniał mi o plastrach Compeed. Bingo! Po zaklejeniu nadal
świeżego śladu obtarcia spokojnie założyłem Salomony i mogłem
wykonać kilka kroków. Odczekałem jeszcze dwa treningi i ruszyłem. Tym razem w bardziej wymagającym terenie, w kaszubskim
lesie.
Yes! Yes! Yes! Nareszcie poczułem to
na co tak czekałem. Ścieżkę pod stopami, podeszwę wgryzającą
się w podłoże, przyjemnie ciasną i dobrze trzymającą cholewkę
oraz nieduży spadek pięta palce. Biegło się fantastycznie. Kamień
spadł z serca. Myślę, że będę z tych butów zadowolony.
Poczułem też coś jeszcze. Delikatne
obcieranie w innym miejscu tej samej pięty. Tym razem delikatne na
tyle, że po treningu na skórze w zasadzie nie było śladu pęcherzy
czy ran. Przyczyną były skarpetki. Założyłem nieco grubsze, ale
troszeczkę bardziej luźne. Uczymy się siebie nawzajem. Ja i
Fellriser'y. Być może jeszcze kilka lekcji przed nami. Proste, buty
wymagają obciskających skarpet. Ok., mam takie, będę zakładał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz