sobota, 23 sierpnia 2014

Salomony cd.

Miłość często bywa wystawiana na poważne próby.
Na pierwszym treningu Fellriser'y obtarły mi prawą piętę do żywego. A biegałem w łatwym terenie; wokół poznańskiego Jeziora Rusałka, po ścieżkach jak w Lesie Kabackim. Co ciekawe, nieprzyjemne doznania, pieczenie podczas treningu nie zapowiadały tego co zobaczyłem po zdjęciu butów. Spodziewałem się bąbla. Spostrzegłem lekko krwawą ranę.

Byłem rozczarowany, oj byłem. A bardziej zdenerwowany. Bo oglądając i macając trzewiki nie znalazłem niczego co mogłoby powodować obrażenia. Raczej nie było szans na szybkie odesłanie sprzętu do producenta z informacją, że na przykład zapiętek mocno odstaje i jest przyczyną obtarć. Trzeba było cierpliwie czekać. Byłem zły. Nacieszenie się wyczekiwanym cackiem odsuwało się w czasie. Irytowała świadomość, że tak renomowany produkt chwilowo jest bezużyteczny.

Bepanten i plastry z opatrunkiem pozwalały normalnie biegać w innych butach. I po twardych nawierzchniach, i w terenie. Stare Saucony Jazz 12 TR przeżyły dzięki temu drugą młodość. Trzymałem je na półce jako absolutną rezerwę i spodziewałem się, że założę je raczej do intensywnych prac w ogrodzie, a nie żeby ganiać po lesie. Jednak w ostatnich tygodniach pokonałem w nich ponad sto czterdzieści kilometrów.

Rana goiła się długo. Co i raz sprawdzałem czy już można wybrać się na kontrolny trening. Niestety. Już samo włożenie stopy do nowego buta było bolesne. W międzyczasie szukałem sposobów na obtarte pięty. Wydawało się, że zapiętki będą dobrym rozwiązaniem. Raczej nie. Piotr przypomniał mi o plastrach Compeed. Bingo! Po zaklejeniu nadal świeżego śladu obtarcia spokojnie założyłem Salomony i mogłem wykonać kilka kroków. Odczekałem jeszcze dwa treningi i ruszyłem. Tym razem w bardziej wymagającym terenie, w kaszubskim lesie.

Yes! Yes! Yes! Nareszcie poczułem to na co tak czekałem. Ścieżkę pod stopami, podeszwę wgryzającą się w podłoże, przyjemnie ciasną i dobrze trzymającą cholewkę oraz nieduży spadek pięta palce. Biegło się fantastycznie. Kamień spadł z serca. Myślę, że będę z tych butów zadowolony.

Poczułem też coś jeszcze. Delikatne obcieranie w innym miejscu tej samej pięty. Tym razem delikatne na tyle, że po treningu na skórze w zasadzie nie było śladu pęcherzy czy ran. Przyczyną były skarpetki. Założyłem nieco grubsze, ale troszeczkę bardziej luźne. Uczymy się siebie nawzajem. Ja i Fellriser'y. Być może jeszcze kilka lekcji przed nami. Proste, buty wymagają obciskających skarpet. Ok., mam takie, będę zakładał.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz