Trochę niezauważenie, już tydzień temu, licznik dni
pozostałych do startu we Frankfurcie przeskoczył poniżej pięćdziesięciu.
Obiektywnie to nadal dużo czasu. Gdy jednak wyrażam ten okres w tygodniach,
czuję że zawody zbliżają się bardzo szybko. Przede mną jeszcze sześć tygodni i
troszkę. Cztery tygodnie pracy i dwa przedstartowe, możliwie luźne, aby poczuć
świeżość całym ciele.
Uważam, że za mną dobry miesiąc. Choć pokonany dystans był
krótszy od spodziewanego, to jakość treningów i ich różnorodność dały niezłą
bazę pod ostatni okres maratońskich przygotowań. Zgodnie z wcześniejszymi
zapowiedziami Piotra, od początku września jest „dłużej i mocniej, głównym
treningiem są niedzielne trzydziestki z mocniejszymi wstawkami”.
No i dziesięć razy się gimnastykowałem. :) Było i
rozciąganie, i gimnastyka siłowa.
Przede mną cztery intensywne tygodnie. Potem dwa możliwie
luźne żeby poczuć świeżość i swobodę. I w ciele, i w głowie. Marzy mi się takie
przekonanie o wysokiej formie, jakie czułem jesienią ubiegłego roku w okolicach Biegu
Niepodległości czy Bełchatowskiej Piętnastki. W Berlinie trochę mi go
brakowało. Silna infekcja na początku sierpnia spowodowała, że do końca
nadrabiałem straty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz