sobota, 13 września 2014

Poniżej pięćdziesięciu

Trochę niezauważenie, już tydzień temu, licznik dni pozostałych do startu we Frankfurcie przeskoczył poniżej pięćdziesięciu. Obiektywnie to nadal dużo czasu. Gdy jednak wyrażam ten okres w tygodniach, czuję że zawody zbliżają się bardzo szybko. Przede mną jeszcze sześć tygodni i troszkę. Cztery tygodnie pracy i dwa przedstartowe, możliwie luźne, aby poczuć świeżość całym ciele.

Uważam, że za mną dobry miesiąc. Choć pokonany dystans był krótszy od spodziewanego, to jakość treningów i ich różnorodność dały niezłą bazę pod ostatni okres maratońskich przygotowań. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Piotra, od początku września jest „dłużej i mocniej, głównym treningiem są niedzielne trzydziestki z mocniejszymi wstawkami”.

W sierpniu za najbardziej korzystną uważam różnorodność treningów. Biegałem w okolicach domu, w Warszawie, w Poznaniu, w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym i na pograniczu Kaszub i Kociewia. Ponad połowę z dwudziestu czterech jednostek biegowych zrealizowałem w terenie. A teren był różny. Raczej płaski na Mazowszu czy w Wielkopolsce i mocno pagórkowaty na Wybrzeżu. Górki, lasy czy drogi przez pola dały silnego emocjonalnego kopa, pozwoliły znaleźć nowe pokłady biegowej satysfakcji. Był też intensywny półmaraton, który mimo że nie przyniósł zakładanej poprawy najlepszego wyniku, to w perspektywie maratonu jest dobrym prognostykiem. Wystąpiły trudności, ale średnie tempo 4’35”/km daje przekonanie, że jest rezerwa na dłuższe bieganie.

No i dziesięć razy się gimnastykowałem. :) Było i rozciąganie, i gimnastyka siłowa.

Przede mną cztery intensywne tygodnie. Potem dwa możliwie luźne żeby poczuć świeżość i swobodę. I w ciele, i w głowie. Marzy mi się takie przekonanie o wysokiej formie, jakie czułem jesienią ubiegłego roku w okolicach Biegu Niepodległości czy Bełchatowskiej Piętnastki. W Berlinie trochę mi go brakowało. Silna infekcja na początku sierpnia spowodowała, że do końca nadrabiałem straty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz