Garmin pozytywnie mnie zaskoczył. Mam na myśli firmę, nie urządzenie, z którego kaprysami bywa, że się zmagam. A dokładnie serwis. Po raz pierwszy od dłuższego czasu. Raczej przez przypadek. Ponieważ nie spodziewam się żeby akurat mi chciano poprawić samopoczucie. Nie myślę też, że obecnie tak właśnie realizuje się wszystkie reklamacje. Na mnie trafiło, i tyle. Otóż dostałem Forerunnera 910XT. W miejsce odesłanej 310-tki. Oczywiście nie nówkę tylko ”refurbished”. Ale zawsze to egzemplarz po przeglądzie (wierzę, że gruntownym). No i wyższy model. Bardziej wypasiony jest tylko 920XT. Bez żadnych zarysowań i obtłuczeń. Z elegancko wypolerowanym szkiełkiem. Moim zdaniem ładniejszy. Rzecz jasna wygląd urządzenia nie jest najbardziej istotny. Ważniejsza jak gwarancja na kolejne dwa lata i zachowanie sprzętu na trasach i przy komputerze. Pierwszy transfer treningu na dysk laptopa wypadł bardzo obiecująco. Poszło szybko. Nie wystąpiły żadne niezgodności z oprogramowaniem, a ostatnio często się na nie uskarżałem. Zarówno zegarek, jak i soft wyświetlały pasek postępu procesu. Niby drobna nowość, a dla mnie znacząca.
Gdy po roku pojawił się Forerunner 310XT prawie od razu zdecydowałem się na zakup. Choć nie uważam się za gadżeciarza, na bazie doświadczeń z dotychczasową biegową zabawką, zapragnąłem nowego produktu. Spodziewałem się, że może być tylko lepiej. W notatkach z tamtego okresu znalazłem, że ostatecznie zadecydowały informacje o dłuższej pracy w pełni naładowanej baterii i o jeszcze lepszym GPS'ie. Niestety dałem się złapać na marketingowe triki producenta. Żeby wydłużył się czas użytkowania akumulatora, nie zauważyłem. A zegarek zaczął gubić sygnał satelitów. Chyba za przyczyną zastosowania niższej wersji scalaka. Pewnie tańszej. 310XT ma wbudowany komponent SiRF w wersji drugiej. 910XT też. Od dawna wiem, że na treningi, podczas których ważne jest tempo, czyli dokładny pomiar odległości i czasu, trzeba wybierać miejsca odkryte, gdzie nic nie zakłóca łączności.
Bardzo szybko pojawiły się inne trudności. Pierwsza awaria wystąpiła już po niecały dwóch miesiącach. Polegała na niemożliwości włączenia oraz naładowania urządzenia po uprzednim całkowitym rozładowaniu. Reklamacja zakończyła się wymianą zegarka na nowy co trwało cztery tygodnie. Dość długo jak na czas przez jaki mogłem cieszyć się zabawką. Minęło kolejnych sześć miesięcy i zegarek przestał łączyć się z satelitami. Tym razem wymiana zajęła dwa i pół tygodnia. Następne były szaleństwa monitora pracy serca wskazującego zupełnie nieprawdopodobne wartości tętna. Dzisiaj wiem, że to problemy z jakością elektrod paska do pulsometru lub ich elektryzowaniem się. Jednak zgłoszenie sytuacji do serwisu poskutkowało otrzymaniem kolejnego egzemplarza. Najpierw wymieniono sam zegarek, a gdy nieświadomy zawiadomiłem, że problem wystąpił ponownie, dostałem zapakowany fabrycznie całkowicie nowy zestaw. Na forach wyszperałem informację o dużej partii wadliwych 310-tek. Myślałem nawet, że cały czas trafiałem na kolejny z tej serii. Nie możliwe jednak żeby taki światowy lider, wiodący producent, czy jak jeszcze bywa Garmin określany, nie potrafił sprawnie wycofać zbioru uszkodzonych produktów.
Następujące po sobie wymiany miały jedną znaczącą korzyść. Wydłużały przysługujący mi okres gwarancji. Ale i ten się skończył. Nie pamiętam już co przydarzyło się Forerunnerowi przed dwoma laty. Stanąłem jednak przed decyzją czy kupować nowiutki komplecik czy mniej więcej za połowę ceny odnowiony zegarek z dwuletnią gwarancją. Był już dostępny 910XT. Bojąc się jednak powtórki z historii i problemów z modelem dopiero wprowadzanym oraz licząc złotówki, wybrałem drugą możliwość. Dzisiaj myślę, że to było dobre rozstrzygnięcie. Użytkowany do niedawna egzemplarz sprawował się raczej nieźle, a 910-tkę właśnie dostałem. Warto było zapłacić za następne dwadzieścia cztery miesiące gwarancji. Zakładając oczywiście, że jakość nowego sprzętu będzie zadowalająca.
Pomijam sytuacje gdy niezależnie od posiadanego modelu rejestrowane są bardzo duże skoki tętna. Absolutnie niezgodne z samopoczuciem. Pojawiające się najczęściej na początku treningu. To prawie codzienność biegających z pulsometrami. Dyskusji o powodach czy sposobach zapobiegania jest w Internecie cała masa. Jedni radzą lizanie, inni smarowanie. Są zwolennicy częstego prania. Natknąć się można również na zasobniejszych, którzy sugerują regularne zakupy nowych pasków. Szczególnie w wersji premium. I w tej materii przećwiczyłem garminowski serwis. Przysyłali mi nowe paski dwa razy częściej niż wymieniali zegarki. Wreszcie dostałem taki z elementami metalowymi poprawiającymi przewodnictwo. Stosowałem też żel do USG. A najlepiej jest przyzwyczaić się. Bo problem dotyczy chyba wszystkich producentów.
H ej Macku z Garminem miałem podobną sytuację:-S
OdpowiedzUsuń305 zresztą od Ciebie służyła mi jeszcze długo 2-3lata
Puzniej dostałem od żony na pierwszą rocznice ślubu 310xt wypas;-) ale w zimę zauważyłem ze mi pruje od środka jak wychodzę na zewnątrz :-S reklamacji i nowy:-)
Ale nowy to samo i jeszcze jeden z przycisków nie dziale -reklamacji ai nowy
Z nowym biegalem rok i znowu parowal i znowu reklamacji......
Teraz od 2tyg. Jestem posiadaczem 910xt ,narazie wszystko gra:-D
Jestem miło zaskoczony bo serwis się nie szczypie,ale jakość!!!
Aaa z paskiem też miałem w międzyczasie problem,wymienili na nowy w pudełku:-)
Pozdrawiam:-)
Krzysztof, cieszę się że byłeś zadowolony z zegarka.
UsuńO szybko uszkadzających się przyciskach nie wspominałem.
W dwóch 310-tkach miałem problemy z przewijaniem w dół. Korzystając z nich uznałem to za drobiazg, z którym można żyć. Nie chciałem nie wiadomo ile czekać na wymianę sprzętu.