Tego Krzysztofa poznałem pięć lat temu. Jest dużo młodszy
ode mnie i kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy był skrępowany propozycją, aby
zwracał się do mnie po imieniu. :) Jechałem do Grodziska Wielkopolskiego na
Półmaraton „Słowaka” i na jednym z regularnie odwiedzanych biegowych portali znalazłem
pytanie czy nie zabrałbym go po drodze. Nie zapraszam do samochodu nieznajomych,
ale w tym przypadku nie czułem żadnych obaw. Przecież to biegacz.
Dosiadł się w Strykowie (A2 nie dochodziła jeszcze do
Warszawy). Pomknęliśmy w kierunku Poznania rozmawiając o bieganiu, medalach,
czasach i zawodach. Nie było nudno. A u celu, choć nocowaliśmy w różnych
miejscach, większość wieczoru i oczywiście czas po zawodach spędziliśmy razem.
No i wspólnie wracaliśmy. Na mecie był dużo przede mną i cofnął się dobry
kilometr żeby wypatrywać mnie w końcówce. Poczułem się lepiej, bo start nie
wypadł dobrze. Pokonała mnie gwałtowna fala gorąca, której jeszcze dzień wcześniej
nic nie zapowiadało. Uległem próbie uzyskania rezultatu poniżej 1:50. Przegrałem
z pacemakerem prowadzącym na ten wynik. W mojej ocenie zaczął zdecydowanie za
szybko. Wiedziałem o tym, ale mimo wszystko długo starałem się trzymać z grupą.
Za długo. Po dwóch pętlach, po czternastu kilometrach miałem silną ochotę żeby
zejść z trasy. Od tamtej pory biegam sam. A doping Krzysztofa , świadomość, że
czekał właśnie na mnie, nieco osłodziły porażkę. Widać biegające Krzyśki to
fajne chłopaki.
Daleko mi do wyników Krzysztofa. Jest młodszy, ma większe
predyspozycje do biegania. No i ma parę! Z tego co wiem, pracuje w
budownictwie. Jestem pod wrażeniem. Cały dzień na rusztowaniach, a potem
jeszcze trening biegowy. Szacun!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz