wtorek, 20 maja 2014

Krzysztof młodszy

Tego Krzysztofa poznałem pięć lat temu. Jest dużo młodszy ode mnie i kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy był skrępowany propozycją, aby zwracał się do mnie po imieniu. :) Jechałem do Grodziska Wielkopolskiego na Półmaraton „Słowaka” i na jednym z regularnie odwiedzanych biegowych portali znalazłem pytanie czy nie zabrałbym go po drodze. Nie zapraszam do samochodu nieznajomych, ale w tym przypadku nie czułem żadnych obaw. Przecież to biegacz.

Dosiadł się w Strykowie (A2 nie dochodziła jeszcze do Warszawy). Pomknęliśmy w kierunku Poznania rozmawiając o bieganiu, medalach, czasach i zawodach. Nie było nudno. A u celu, choć nocowaliśmy w różnych miejscach, większość wieczoru i oczywiście czas po zawodach spędziliśmy razem. No i wspólnie wracaliśmy. Na mecie był dużo przede mną i cofnął się dobry kilometr żeby wypatrywać mnie w końcówce. Poczułem się lepiej, bo start nie wypadł dobrze. Pokonała mnie gwałtowna fala gorąca, której jeszcze dzień wcześniej nic nie zapowiadało. Uległem próbie uzyskania rezultatu poniżej 1:50. Przegrałem z pacemakerem prowadzącym na ten wynik. W mojej ocenie zaczął zdecydowanie za szybko. Wiedziałem o tym, ale mimo wszystko długo starałem się trzymać z grupą. Za długo. Po dwóch pętlach, po czternastu kilometrach miałem silną ochotę żeby zejść z trasy. Od tamtej pory biegam sam. A doping Krzysztofa , świadomość, że czekał właśnie na mnie, nieco osłodziły porażkę. Widać biegające Krzyśki to fajne chłopaki.

Daleko mi do wyników Krzysztofa. Jest młodszy, ma większe predyspozycje do biegania. No i ma parę! Z tego co wiem, pracuje w budownictwie. Jestem pod wrażeniem. Cały dzień na rusztowaniach, a potem jeszcze trening biegowy. Szacun!

Sporadycznie wymieniamy się mailem czy SMS’em. Spotykamy się podczas zawodów. Ostatnio na Biegu Powstania Warszawskiego. Pogawędziliśmy podczas wspólnej rozgrzewki. Wcześniej, na połówce w Warszawie kibicował kilkorgu znajomych. Robił zdjęcia. Mnie również wypatrzył. Podczas Biegu Piastowskiego, półmaratonu z Kruszwicy do Inowrocławia, też stał kilkaset metrów przed metą i mobilizował do końcowej walki wszystkich biegnących jeszcze kolegów. Wcześniej gadaliśmy w strefie startowej. Cenię w nim tę serdeczność dla innych zawodników. I uśmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz