Do maratonu zostało sto dni. To mniej więcej trzy miesiące i
tydzień. Długo. Jednak ten sam okres liczony w pojedynczych dniach wydaje się
jakby krótszy.
Emocji jeszcze niewiele. Delikatne napięcia pojawiają się
przy kupnie biletu czy rezerwacji hotelu. Takie drobne ekscytacje wynikające z
poczucia, że podróż i start to czas zupełnie inny niż codzienność. Krótki wyjazd zagraniczny, skupienie
na jednym wydarzeniu tak mocne, iż dom czy praca zacierają się w świadomości.
Nie chciałbym zapeszyć, ale wydaje mi się, że jeszcze nigdy
nie zaczynałem przygotowań z tak wysokiego poziomu. Czuję się silny. Mam zapał
do pracy. Jeszcze nie jestem zmęczony. Piotr uważa podobnie. Ocenia, że dobrze
wszedłem w trening i biegam już naprawdę szybko. Na razie pracujemy głównie „na
tętno”, czyli koncentrujemy się na pewnym poziomie intensywności. Za kilka
tygodni dojdą biegi w konkretnym tempie. Jest dobrze. Będzie jeszcze lepiej! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz