Koniec
stycznia sugeruje, że dobrze byłoby podzielić się biegowymi
zamierzeniami. Za dwa miesiące wiosna, przynajmniej ta kalendarzowa,
choć pojawiają się opinie, że i faktyczna może nadejść już w
lutym, czyli najwyższy czas żeby wiedzieć po co to całe bieganie.
Dotychczasowego
modelu startowego zdecydowałem się nie zmieniać. A zatem na wiosnę
docelowym biegiem będzie półmaraton, a w drugiej połowie roku
maraton. Poza tym wyścigi na krótszych dystansach. I tutaj nowość:
będzie ich więcej, będą bardzo częste.
Na połówkę wybrałem 3. Nocny Wrocław Półmaraton. Z kilku powodów jestem ciekawy tego startu. Został wyznaczony na 20 czerwca. Jest więc biegiem bardziej letnim niż wiosennym. Zastanawiam się jak bardzo będzie nocny, i jak bardzo ciepły. Trzysta kilometrów dalej w kierunku zachodnim słońce zachodzi trochę później, a impreza odbędzie się tuż przed najkrótszą nocą w roku. Zapowiada się interesująco.
We
Wrocławiu już raz przegrałem z upałem. Decydując się na start
blisko letniego przesilenia ponownie ryzykuję, że warunki będą
trudne. Uważam ten hazard za uzasadniony. Dla tego wyjątkowego
miasta. :)
Na
kilka dni przed startem minie pół roku pracy z Marcinem. Również
z tej przyczyny bieg będzie istotny. Zakładam oczywiście, że
będzie mocny, że na maksa, i że przyniesie nową życiówkę.
Do
pierwszych dni kwietnia chciałbym trenować jak dotychczas. Bieganie
cztery razy w tygodniu i dodatkowo co najmniej jedna sesja
ogólnorozwojowa. Świetnie jeżeli zrealizuję dwie. Uważam, że
przydadzą się takie prawie cztery miesiące pracy niezakłócone
startowymi emocjami. I bez konieczności specjalnej spiny. Choć
pojawiają się pytania, a nawet zaproszenia do wspólnego biegu w
Wiązownie czy Półmaratonie Warszawskim, grzecznie odmawiam.
Oceniam, że w ten sposób więcej skorzystam. Najpierw trochę pracy
według nowego modelu, a potem sprawdziany startowe.
Pierwszy
chyba 12 kwietnia w Biegu Raszyńskim. Atestowana dycha blisko domu,
w sąsiedniej gminie. Spodziewam się spotkać wielu znajomych.
Następna już tydzień później w Milanówku. A w kolejny weekend
bieg na dziesięć kilometrów towarzyszący Orlen Warsaw Marathon.
Wierzę, że i w późniejsze soboty i niedziele uda się nie
zwalniać tempa. 3 maja planuję wystartować na dystansie jednej
mili. Niedaleko, w Piasecznie. A po siedmiu dniach zapewne odbędzie
się sztafeta maratońska Accreo Ekiden. Jeżeli tak, to
prawdopodobnie wystąpię na dziesięciokilometrowej zmianie. Jednym
słowem, zamierzam stratować przez pięć następujących po sobie
weekendów.
Potem
chwila przerwy i 30 maja Piaseczyńska Piątka, a po tygodniu
Legionowska Dycha. I na siedem dni przed półmaratonem Bieg
Ursynowa, atestowane pięć kilometrów. Czyli drugi ciąg startowy,
tym razem krótszy, bo obejmujący trzy imprezy.
Uff...
Przeczytałem co napisałem w dwóch ostatnich akapitach i trochę
się przestraszyłem. Oczywiście wszystko zostało wstępnie
ustalone z Marcinem, który chciałby żebym wiosną startował
regularnie. Chodzi
o "obudzenie, zarówno treningami, jak i startami, mojej
uśpionej szybkości". Wow! Ależ to brzmi. Po prostu demon we
mnie drzemie. :)
Nigdy
wcześniej nie próbowałem takiego podejścia. Jak to zniosę? A jak
będę trenował? Bo zazwyczaj po zakończeniu pracy zimowej
zwiększałem ilość jednostek biegowych do pięciu w tygodniu. Może
tym razem nie będzie takiej konieczności. Obok startu w sobotę lub
w niedzielę spodziewam się jeszcze jednego akcentu w ciągu siedmiu
dni. Piąty trening biegowy może okazać się niepotrzebny. Marcin
nie jest zwolennikiem zbyt wielu spokojnych wybiegań. Pięć
kilometrów prawie przed półmaratonem?
U mnie ma to „zdać
egzamin i przydać się”. Jest
trochę pytań i dlatego, że część odpowiedzi można będzie
postawić dopiero po wejściu w planowany cykl, wszystko ustalone
jest wstępnie. Z gotowością na zmiany.
Teraz
chyba najlepiej widać jak inny jest model według którego obecnie
się przygotowuję. Pojedyncze zajęcia biegowe nie uwypuklają tych
różnic tak wyraźnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz