Tak, kończy się szósty tydzień
biegania według nowego modelu. I co? Nadal jestem niesiony falą
entuzjazmu wywołanego nowością, zmianą. Niezły występ 6
stycznia również podnosi poziom zadowolenia. Zdarzają się
chwilowe wahania nastroju. Najgorsze bywają popołudnia zaraz po
wyjściu z biura, kiedy odczuwam emocjonalne i energetyczne dołki.
Pomimo jednak aury i życiowych trudności, humor dopisuje.
Przynajmniej staram się żeby tak było. A bieganie stale daje
frajdę.
Plany, które otrzymuję do realizacji
są rozpisane na konkretne dni. Oczywiście Piotr wiedział kiedy
najczęściej biegam, ale dostawałem tylko program. Cztery albo pięć
treningów do pobiegnięcia w zadanej kolejności w przeciągu
tygodnia. Rozwiązanie dające większą swobodę planowania. Bo
codzienność wymuszała, że czasami trzeba było skomasować pracę
i wykonać ją w kolejne dni, bez przerwy. Podobnych sytuacji nie
uniknę i teraz, ale jak dotąd musiałem wprowadzić tylko jedną
zmianę. Przesunąłem bieganie z wtorku wieczorem na środę rano.
Wydaje mi się, że taka rozpiska z konkretnymi datami wymusza
większą mobilizację. Czytam otrzymany plan i koduję w głowie, że
na przykład w czwartek powinienem wyjść na godzinę spokojnego
biegania. Zmiana czysto organizacyjna, ale chyba warta wzmianki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz