piątek, 23 stycznia 2015

Sześć tygodni

Tak, kończy się szósty tydzień biegania według nowego modelu. I co? Nadal jestem niesiony falą entuzjazmu wywołanego nowością, zmianą. Niezły występ 6 stycznia również podnosi poziom zadowolenia. Zdarzają się chwilowe wahania nastroju. Najgorsze bywają popołudnia zaraz po wyjściu z biura, kiedy odczuwam emocjonalne i energetyczne dołki. Pomimo jednak aury i życiowych trudności, humor dopisuje. Przynajmniej staram się żeby tak było. A bieganie stale daje frajdę.

Skojarzyłem kolejne różnice w stosunku do wcześniejszych planów. Na przykład, rozbiegania poprzedzające akcent w treningach jakościowych są bardzo krótkie. Piętnaście minut, rzadziej pół godziny. Przed przebieżkami, zabawami biegowymi czy podbiegami nie nabijam kilometrów. Takie krótkie i spokojne wstępy również pozwalają wykonywać szybkie odcinki na pełnym wypoczynku i z dużą intensywnością. Oraz precyzyjnie, z dbałością o szczegóły. Rezultat? Naprawdę czuję w nogach to mniejsze objętościowo bieganie. Niby mniej, niby krócej, a kulasy bolą i są zmęczone.

Plany, które otrzymuję do realizacji są rozpisane na konkretne dni. Oczywiście Piotr wiedział kiedy najczęściej biegam, ale dostawałem tylko program. Cztery albo pięć treningów do pobiegnięcia w zadanej kolejności w przeciągu tygodnia. Rozwiązanie dające większą swobodę planowania. Bo codzienność wymuszała, że czasami trzeba było skomasować pracę i wykonać ją w kolejne dni, bez przerwy. Podobnych sytuacji nie uniknę i teraz, ale jak dotąd musiałem wprowadzić tylko jedną zmianę. Przesunąłem bieganie z wtorku wieczorem na środę rano. Wydaje mi się, że taka rozpiska z konkretnymi datami wymusza większą mobilizację. Czytam otrzymany plan i koduję w głowie, że na przykład w czwartek powinienem wyjść na godzinę spokojnego biegania. Zmiana czysto organizacyjna, ale chyba warta wzmianki.

Pojawiają się pierwsze niecierpliwe pytania. Jaki może być efekt tego wszystkiego? Poprawię życiówki? A może chociaż pobiegnę kilka zawodów, z których będę zadowolony? Próbuję nie tracić energii na takie rozważania. Zdecydowanie na nie za wcześnie. Chwilami jednak łeb się nieco gorączkuje. A z korespondencji z Marcinem i z lektury jego bloga wiem, że aktualnie dopiero przygotowuję się do treningu według nowego modelu. To tylko fizyczne i mentalne przyzwyczajanie się do nowych bodźców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz