sobota, 22 lutego 2014

Przeziębienie

Nie spodziewałem się ponownej przerwy.
Niby tylko przeziębienie. A bardzo silny katar i ogólny brak sił spowodowały, że przez cztery dni nie podejmowałem żadnej sportowej aktywności. Najpierw myślałem, że wystarczy jeden dzień pracy z domu. Potem, że dwa (szef się zgodził). A końcu nie obyło się bez lekarza i zwolnienia. I zmagałem się z bardzo irytującym poczuciem straty czasu, formy, kilometrów. „Nie biegasz, nie biegasz, stracisz, będzie ci trudno, do Poznania zostało już tylko…”.
Chyba jedynie ja ponoszę winę za to, że musiałem na kilka dni zawiesić buty. W ubiegłą sobotę wydawało się, że jest przedwiosennie,słonecznie i w ogóle wspaniale. Wokół domu nie czuło się wiatru. A wiał wcale mocno. I był zimny. Nie założyłem ortalionu. Szkolny błąd, którego skutki odczułem wyraźnie na otwartej przestrzeni pod koniec treningu. Byłem mokry i coraz bardziej wyziębiony. A w nocy z niedzieli na poniedziałek wiedziałem, że zaczynają się problemy.
„Nie biegasz, nie biegasz, stracisz, będzie ci trudno…”. Tym razem wewnętrzny głos drażnił wyjątkowo. Dotyczył również nie wykonywanych treningów ogólnorozwojowych.

I spowodował wystąpienie nowych wątpliwości. Czy obecna przerwa i bardzo silna infekcja, którą przechodziłem na początku sierpnia nie są aby sygnałem organizmu, że trzeba nieco poluzować? Że obciążenia są zbyt duże? Może jest tak, że nogi i grzbiet jakoś znoszą wykonywaną pracę, a buntuje się układ odpornościowy? Wydaje mi się, że nie, ale musiałem pokonać i tę niepewność. Skłonność do zaziębień nie należy do głównych objawów przetrenowania, a ja nie zapadam na nie przesadnie często. A organizm będący w mocnym treningu jest bardziej podatny na wszelkie chłody, wirusy i bakterie. Wydawałoby się, że się hartuje. Jednak nie. I dlatego muszę kontrolować wszystkie detale. Ortalionik też. Szczególnie, że trochę doświadczeń już nazbierałem.
„Nie biegasz, nie biegasz, stracisz, będzie ci trudno…”.

W piątek wróciłem na trasy. I od razu poczułem się lepiej. Pobiegłem do Magdalenki i spokojnie wróciłem. Teraz oceniam, że wiele nie straciłem. Nie miałem gorączki i nie przyjmowałem antybiotyków czy innych mocnych środków. Wydaje mi się, że ewentualna strata polega głównie na czasie bez biegania i nie zrealizowanych treningach. No i na przerwie. Nie ruszałem się, czyli jakiś ubytek formy pewnie wystąpił.

Co teraz? Dwa, trzy dni spokojnych wybiegań, coraz dłuższych. A w przyszłym tygodniu realizacja tego co było zaplanowane na bieżący. Bo od dziesięciu dni znowu trenuję według tygodniowych planów opracowanych przez Piotra. Biegowa zima się skończyła. Zaczęło się stosunkowo krótkie bezpośrednie przygotowanie startowe. Przede mną też decyzja czy nadal półmaraton w Poznaniu będzie docelową imprezą tej wiosny.

Możliwości mam trzy. Mogę nic nie zmieniać. Mogę poszukać innej połówki tydzień później. Albo zrezygnować z wiosennego półmaratonu i na krótszych dystansach pracować nad szybkością. Każda z tych ewentualności jakoś mnie pociąga, w każdej znajduję korzyści. Rozstrzygnę sam, ale z pewnością rozważę argumenty Piotra. Dywagujemy mail'owo co zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz