sobota, 15 lutego 2014

Przypadek?

Jako świeży konsument owoców, warzyw, orzechów czy nasion szukam odpowiedzi na kilka pytań. Będąc biegaczem kieruję się tam  gdzie te dwie dziedziny (zielona dieta i bieganie) omawiane są wspólnie. Przez stronę Vege Runners dotarłem do dietetyka zajmującego się wegetarianami i jak myślę mającego pojecie o potrzebach żywieniowych sportowców wytrzymałościowych. Mailowo poprosiłem o konsultację.

Odpowiedź przyszła dość szybko. Zostałem określony „vegerunnersem z polecenia” i otrzymałem preferencyjną cenę. Nie wiem kto miał mnie polecić. Wszystko działo się w tym czasie gdy moja wizytówka krótko widniała wśród profili biegaczy zrzeszonych w klubie Vege Runners. I zapewne dlatego tak mnie potraktowano. Pytając nie twierdziłem, że jestem wegetarianinem czy weganinem. Pisałem o zielonej diecie, o tym że unikam mięsa, mleka i jego przetworów. Że uznałem, że tak zdrowiej. Że biegam.

Potem miał miejsce wywiad żywieniowy znany mi z wcześniejszej współpracy z dietetykiem. Wszystko opisałem bardzo sumiennie i czekałem na odpowiedź. Nie nadchodziła.

Po ośmiu dniach ciszy zapytałem czy mogę liczyć na jakieś wskazówki. Chciałem po prostu wiedzieć czy czekać czy szukać gdzie indziej. Informacja zwrotna pojawiła się po kilku godzinach. Zawierała przeprosiny i wyjaśnienie o niespodziewanej okazji na urlop oraz zapewnienie, że w trwającym tygodniu otrzymam odpowiedź i wskazówki dalszego postępowania. I na tym się skończyło. Upłynęło jedenaście dnia i nic. Żadnej notki.

Musiałem trafić do bardzo zajętej osoby, albo niezbyt rzetelnej. Ale jakoś nie bardzo w to wierzę. Pierwsze listy wydawały się poważne i zaangażowane żeby pomóc, żeby rozwiać wątpliwości. Mam wrażenie, że moje wyjaśnienia na temat podejścia do diety oraz wycofanie się z teamu Vege Runners spowodowały spadek entuzjazmu dla dalszej współpracy. Zbyt blisko w czasie wydarzyły się te dwa wątki. I są zbyt mocno związane. Oczywiście, to może być zbieg okoliczności i pomimo długiego okresu oczekiwania „za chwilę” uzyskam interesujące mnie informacje.  Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że to przypadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz