wtorek, 4 lutego 2014

Styczeń

Z biegania w styczniu jestem zadowolony. A jeszcze bardziej z aktywności wykonanych od 10 grudnia, czyli od rozpoczęcia zimowej pracy przed nowym sezonem. Znowu czuję własne możliwości i cieszę się podejmowanym wysiłkiem. I to jest najfajniejsze. Oraz ustąpienie drobnych dolegliwości, na które uskarżałem się miesiąc temu. Bo pisałem do Piotra, że biega mi się ciężko, z mozołem. Narzekałem na bolesności w obręczy biodrowej i w stawach kolanowych, na sztywność całego ciała. Marudziłem z powodu bardzo wolnych wybiegań. Wydawało mi się, że pokonuję za mało kilometrów. Wniosek jest oczywisty – potrzebowałem czasu żeby zaadoptować się do zimowych obciążeń. I nie bardzo chciałem pamiętać, że po roztrenowaniu i podczas mało korzystnych warunków pogodowych tak po prostu jest, że poprzedniej zimy czułem się podobnie.

Przebiegłem prawie pięćset kilometrów. Naprawdę prawie bo do pięciu setek zabrakło niecałych czterech tysięcy metrów. Treningi biegowe trwały trochę ponad pięćdziesiąt godzin. Dodatkowo szesnaście godzin poświęciłem na rozciąganie i gimnastykę siłową. Cieszę się ze zrealizowanych treningów jakościowych. Oceniam, że osiem zabaw biegowych i tyle samo crossów przyniosło planowane rezultaty, szczególnie, że z tygodnia na tydzień biegało mi się łatwiej. A osiągane tempa były na poziomie ubiegłorocznych. Przydała się też i wypadła super dwójka pobiegnięta prawie na maksa podczas 10K Parking Relay. Kilka wybiegań w wietrze czy na śniegu również było wymagających.

Jeszcze w tym tygodniu powtórzę dotychczasowy mikrocykl: zabawa biegowa, wybieganie, cross i długie wybieganie. A od 10 lutego wracamy do wspólnej pracy z Piotrem. Przed weekendem spodziewam się planu na pierwsze trzy tygodnie. Myślę, że zacznę co najmniej z poziomu na jakim kończyłem poprzedni sezon. Czuję, że mam w nogach bazę na osiem tygodni przygotowań do startu w Poznaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz