piątek, 31 stycznia 2014

Ekiden

Doskonale czuję się ze świadomością, że w majowym ekidenie wystawimy trzy zespoły. Bo oznacza to, że w firmie znalazło się osiemnaście aktywnych osób, które szybko wyraziły zainteresowanie biegiem. Jak dotąd to nasza najliczniejsza reprezentacja. Trzy dziewczyny! I nie tylko z Warszawy. Sztafeta z oznaczeniem BR składać się będzie z biegaczki i biegaczy wyłącznie z biur regionalnych. Ale fajnie!

A przypuszczam, że gdyby lista startowa nie zapełniała się tak szybko, udało by się namówić jeszcze jedną szóstkę. Cóż, wszystkie imprezy biegowe cieszą się gwałtownie rosnącą popularnością, a te renomowane szczególną. Nie ma czasu na zastanawianie się. Zgłaszać trzeba się szybko. No i nie organizuje się w Polsce wielu zawodów wyłącznie drużynowych. Klasyfikacje zespołowe prowadzone są podczas różnych biegów.  W Warszawie i okolicach potrafię wymienić tylko cztery wyścigi, w których o miejscu decyduje wyłącznie czas całkowity wszystkich startujących w jednej drużynie: Accreo Ekiden, Sztafeta 5x5 (odbywa się bardzo nieregularnie, w tym roku jej nie będzie), warszawska edycja Biegu Firmowego (od 2013) i 10K Parking Relay (pierwszy raz rozegrana przed trzema tygodniami).

Bieganie to dyscyplina indywidualna, nawet w przypadku sztafet. Bieganie to sport samotny, co wyraźnie daje się odczuć wraz ze wzrostem pokonywanego dystansu. W żaden sposób mi to nie przeszkadza, lecz tupiąc np. długie przedmaratońskie kilometry lubię spotkać na trasie innego biegacza. Tylko dla uśmiechu i pozdrowienia skinieniem ręki. Nawet na licznie obsadzonych zawodach, gdzie liczba uczestników idzie w tysiące, przychodzi moment, że każdy zostaje sam. Choć nadal jest w tłumie. Tak samo na trasie długości pięciu kilometrów, jak i podczas maratonu. Przynajmniej w pierwszej połowie stawki, w której biegam. Być może bardziej z tyłu jest inaczej. Moje doświadczenie jest takie, że cichną rozmowy, choćby najkrótsze wymiany zdań i każdy samemu zmaga się z wysiłkiem, z bólem, z emocjami. Za to zaraz za metą szukamy współuczestników aby gratulować ukończenia, podzielić się finiszowym podnieceniem. Często nie znamy się, lecz nikogo nie dziwią przybijane piątki i wymieniane komentarze. Jest życiówka! Ale skwar. Dobrze cisnąłeś w końcówce, uczepiłem się. Cholera, co za wiatr. No, mi się dzisiaj nie udało.
Starty drużynowe są klawe właśnie przez możliwość dzielenia się emocjami. Po starcie w Arkadii przed trzema tygodniami byłem bardzo zadowolony, a animusz pozostałych uczestników odbierałem wręcz fizycznie. Wyraźnie czułem ten żar. Co oczywiście potęgowało moją satysfakcję. Super wspomnienie. W grupie jesteśmy też dla siebie nawzajem kibicami. Zagrzewamy się do walki, a na trasie częściej słyszymy motywujące okrzyki. Bo po prostu jest nas więcej niż rodzina (o ile się pojawi).

Wystartujemy jako zespoły firmowe, z nazwą naszej kompanii, z logiem na koszulkach. Nie traktuję tego jako promocji instytucji. Choć nie mam nic przeciwko temu żeby nasz udział dał i efekt marketingowy lub wizerunkowy. Dlatego specjalnie nie staram się żeby uzyskać zwrot opłaty startowej. Ze strony odpowiedzialnych za finanse zupełnie nie czuję zrozumienia, nie zauważam choćby krzty zainteresowania. Nie lubię odbijać się od ściany. Dobrze, że za koszulki nam firma zapłaciła. I jak dotąd nie było trudności gdy trzeba było dokupić kilka nowych.

Myślę, że szyld nas jednoczy i motywuje. A to w sportowej rywalizacji jest ważne, nawet w takiej zabawowej. Ze znajomymi z ogólniaka, ze studiów czy z koszykówki mam słaby kontakt. Dałoby się ich oczywiście skrzyknąć, ale wydaje mi się, że taki team byłby nienaturalny. Pobiegać mogę i bez nich. Podobnie z sąsiadami z parafii, a wiem że kilku biega. Dotrzeć do nich nie było trudno. Lecz to że mieszkamy na tym samy terenie wydaje mi się za mało. Co z tego, że kojarzymy się z widzenia. Natomiast w przypadku znajomych z pracy, to zawsze bardzo chcę z nimi pobiec. Choć ostatnio mój entuzjazm nieco przygasł z powodu pojedynczych trudności z odzyskaniem założonej opłaty startowej.

Mimo wszystko chciałbym żeby zgłosiło się, przygotowało i wystartowało jak najwięcej swojaków z zakładu. Pomimo, że nie wszystkich dobrze znam. Ale przez pięć dni w tygodniu robimy w tym samym miejscu i w jakiś sposób w tym samym celu. Bo ta spędzana w tych samych murach trzecia część doby jakoś nas łączy. Nawet jeżeli są to mury odległe jak w przypadku oddziałów regionalnych. I choć wiele jest rozczarowań i uzasadnionych pretensji do organizacji, zależy mi żeby wszyscy wciągnęli jednakowe koszulki z takim samym logo.


Oceniam, że barwną stanowimy grupę. Bardzo różnorodną. I na co dzień wcale nie zintegrowaną. Niektórzy pewnie w ogóle się nie kojarzą. Za to po zawodach będą się do siebie szeroko uśmiechać na korytarzach. Ogarniam wszystkich z racji, że organizuję nasz udział. Ale nie mogę powiedzieć, że znam. Skoro mniej lub więcej biegają, to muszą być fajni. Jeżeli Gośka, Paweł czy Wojtek to super ludkowie, to pozostali z pewnością też są sympatyczni. Tak, w tym przypadku pozytywnie przenoszę mój „aktywny” sposób odbierania otoczenia na ludzi mniej sportowo zakręconych. Nawet więcej. Łatwiej przychodzi mi na przykład akceptacja dla używania przez biegowych wariatów mojej ksywki utworzonej z nazwiska, co dotychczas aprobowałem u nielicznych i po dłuższej znajomości.

Z pewnością wszyscy jesteśmy młodzi duchem. Są wśród nas maratończycy, są tacy, który ukończyli połówki, są startujący na dychę, są biegowi entuzjaści trenujący regularnie, i tacy którzy zgłaszają się gdy zbliża się kolejna impreza. Są młodzi i są starsi, są chłopcy i dziewczynki. Kilka osób w maju dopiero zadebiutuje. Niektórzy po raz pierwszy wystąpią w barwach firmy, inni w dużej imprezie biegowej. Chyba tylko Wojtek uczestniczył we wszystkich startach, które zapoczątkowała Sztafeta 5x5 w marcu 2011 roku. Nadchodzący ekiden będzie już ósmym wspólnym biegiem.

W przyszłym tygodniu zaproponuję koleżeństwu składy zespołów 1 i 2. Zasugeruję też Tomkowi zestawienie teamu BR. Warszawiaków planuję podzielić na grupy runners-ów (nr 1, szybsza) i joggers-ów (nr 2, spokojna). Mam nadzieję, że pozostali zaakceptują pomysł i powalczymy. I o jak najlepszy wynik, i wewnętrznie z BR. Bo regionalni dobrzy są.

I za Wikipedią, dla przypomnienia. Ekiden to pojęcie pochodzenia japońskiego, które przyjęło się jako określenie długodystansowych biegów sztafetowych. Pochodzi od nazwy japońskiego systemu transportowego i pocztowego. W sztafecie maratońskiej, o której myślę, a także w wielu innych tego typu w Polsce, rywalizują sztafety sześcioosobowe pokonując łącznie dystans maratonu. Pierwszy zawodnik biegnie 7,195 km, dwaj następni po 10 km, trzej ostatni po 5 km.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz