Doskonale czuję się ze świadomością, że w majowym ekidenie
wystawimy trzy zespoły. Bo oznacza to, że w firmie znalazło się osiemnaście
aktywnych osób, które szybko wyraziły zainteresowanie biegiem. Jak dotąd to
nasza najliczniejsza reprezentacja. Trzy dziewczyny! I nie tylko z Warszawy.
Sztafeta z oznaczeniem BR składać się będzie z biegaczki i biegaczy wyłącznie z
biur regionalnych. Ale fajnie!
A przypuszczam, że gdyby lista startowa nie zapełniała się
tak szybko, udało by się namówić jeszcze jedną szóstkę. Cóż, wszystkie imprezy
biegowe cieszą się gwałtownie rosnącą popularnością, a te renomowane
szczególną. Nie ma czasu na zastanawianie się. Zgłaszać trzeba się szybko. No i
nie organizuje się w Polsce wielu zawodów wyłącznie drużynowych. Klasyfikacje
zespołowe prowadzone są podczas różnych biegów.
W Warszawie i okolicach potrafię wymienić tylko cztery wyścigi, w
których o miejscu decyduje wyłącznie czas całkowity wszystkich startujących w
jednej drużynie: Accreo Ekiden, Sztafeta 5x5 (odbywa się bardzo nieregularnie,
w tym roku jej nie będzie), warszawska edycja Biegu Firmowego (od 2013) i 10K
Parking Relay (pierwszy raz rozegrana przed trzema tygodniami).
Bieganie to dyscyplina indywidualna, nawet w przypadku
sztafet. Bieganie to sport samotny, co wyraźnie daje się odczuć wraz ze
wzrostem pokonywanego dystansu. W żaden sposób mi to nie przeszkadza, lecz
tupiąc np. długie przedmaratońskie kilometry lubię spotkać na trasie innego
biegacza. Tylko dla uśmiechu i pozdrowienia skinieniem ręki. Nawet na licznie
obsadzonych zawodach, gdzie liczba uczestników idzie w tysiące, przychodzi
moment, że każdy zostaje sam. Choć nadal jest w tłumie. Tak samo na trasie
długości pięciu kilometrów, jak i podczas maratonu. Przynajmniej w pierwszej
połowie stawki, w której biegam. Być może bardziej z tyłu jest inaczej. Moje
doświadczenie jest takie, że cichną rozmowy, choćby najkrótsze wymiany zdań i
każdy samemu zmaga się z wysiłkiem, z bólem, z emocjami. Za to zaraz za metą
szukamy współuczestników aby gratulować ukończenia, podzielić się finiszowym
podnieceniem. Często nie znamy się, lecz nikogo nie dziwią przybijane piątki i
wymieniane komentarze. Jest życiówka! Ale skwar. Dobrze cisnąłeś w końcówce,
uczepiłem się. Cholera, co za wiatr. No, mi się dzisiaj nie udało.
Wystartujemy jako zespoły firmowe, z nazwą naszej kompanii,
z logiem na koszulkach. Nie traktuję tego jako promocji instytucji. Choć nie
mam nic przeciwko temu żeby nasz udział dał i efekt marketingowy lub wizerunkowy. Dlatego
specjalnie nie staram się żeby uzyskać zwrot opłaty startowej. Ze strony
odpowiedzialnych za finanse zupełnie nie czuję zrozumienia, nie zauważam choćby
krzty zainteresowania. Nie lubię odbijać się od ściany. Dobrze, że za koszulki
nam firma zapłaciła. I jak dotąd nie było trudności gdy trzeba było dokupić
kilka nowych.
Myślę, że szyld nas jednoczy i motywuje. A to w sportowej
rywalizacji jest ważne, nawet w takiej zabawowej. Ze znajomymi z ogólniaka, ze
studiów czy z koszykówki mam słaby kontakt. Dałoby się ich oczywiście
skrzyknąć, ale wydaje mi się, że taki team byłby nienaturalny. Pobiegać mogę i
bez nich. Podobnie z sąsiadami z parafii, a wiem że kilku biega. Dotrzeć do
nich nie było trudno. Lecz to że mieszkamy na tym samy terenie wydaje mi się za
mało. Co z tego, że kojarzymy się z widzenia. Natomiast w przypadku znajomych z
pracy, to zawsze bardzo chcę z nimi pobiec. Choć ostatnio mój entuzjazm nieco
przygasł z powodu pojedynczych trudności z odzyskaniem założonej opłaty
startowej.
Mimo wszystko chciałbym żeby zgłosiło się, przygotowało i
wystartowało jak najwięcej swojaków z zakładu. Pomimo, że nie wszystkich dobrze
znam. Ale przez pięć dni w tygodniu robimy w tym samym miejscu i w jakiś sposób
w tym samym celu. Bo ta spędzana w tych samych murach trzecia część doby jakoś
nas łączy. Nawet jeżeli są to mury odległe jak w przypadku oddziałów
regionalnych. I choć wiele jest rozczarowań i uzasadnionych pretensji do
organizacji, zależy mi żeby wszyscy wciągnęli jednakowe koszulki z takim samym
logo.
Oceniam, że barwną stanowimy grupę. Bardzo różnorodną. I na co dzień wcale nie zintegrowaną. Niektórzy pewnie w ogóle się nie kojarzą. Za to po zawodach będą się do siebie szeroko uśmiechać na korytarzach. Ogarniam wszystkich z racji, że organizuję nasz udział. Ale nie mogę powiedzieć, że znam. Skoro mniej lub więcej biegają, to muszą być fajni. Jeżeli Gośka, Paweł czy Wojtek to super ludkowie, to pozostali z pewnością też są sympatyczni. Tak, w tym przypadku pozytywnie przenoszę mój „aktywny” sposób odbierania otoczenia na ludzi mniej sportowo zakręconych. Nawet więcej. Łatwiej przychodzi mi na przykład akceptacja dla używania przez biegowych wariatów mojej ksywki utworzonej z nazwiska, co dotychczas aprobowałem u nielicznych i po dłuższej znajomości.
Z pewnością wszyscy jesteśmy młodzi duchem. Są wśród nas
maratończycy, są tacy, który ukończyli połówki, są startujący na dychę, są
biegowi entuzjaści trenujący regularnie, i tacy którzy zgłaszają się gdy zbliża
się kolejna impreza. Są młodzi i są starsi, są chłopcy i dziewczynki. Kilka
osób w maju dopiero zadebiutuje. Niektórzy po raz pierwszy wystąpią w barwach
firmy, inni w dużej imprezie biegowej. Chyba tylko Wojtek uczestniczył we
wszystkich startach, które zapoczątkowała Sztafeta 5x5 w marcu 2011 roku.
Nadchodzący ekiden będzie już ósmym wspólnym biegiem.
W przyszłym tygodniu zaproponuję koleżeństwu składy zespołów
1 i 2. Zasugeruję też Tomkowi zestawienie teamu BR. Warszawiaków planuję
podzielić na grupy runners-ów (nr 1, szybsza) i joggers-ów (nr 2, spokojna).
Mam nadzieję, że pozostali zaakceptują pomysł i powalczymy. I o jak najlepszy
wynik, i wewnętrznie z BR. Bo regionalni dobrzy są.
I za Wikipedią, dla przypomnienia. Ekiden to pojęcie pochodzenia japońskiego, które przyjęło się jako określenie długodystansowych biegów sztafetowych. Pochodzi od nazwy japońskiego systemu transportowego i pocztowego. W sztafecie maratońskiej, o której myślę, a także w wielu innych tego typu w Polsce, rywalizują sztafety sześcioosobowe pokonując łącznie dystans maratonu. Pierwszy zawodnik biegnie 7,195 km, dwaj następni po 10 km, trzej ostatni po 5 km.
I za Wikipedią, dla przypomnienia. Ekiden to pojęcie pochodzenia japońskiego, które przyjęło się jako określenie długodystansowych biegów sztafetowych. Pochodzi od nazwy japońskiego systemu transportowego i pocztowego. W sztafecie maratońskiej, o której myślę, a także w wielu innych tego typu w Polsce, rywalizują sztafety sześcioosobowe pokonując łącznie dystans maratonu. Pierwszy zawodnik biegnie 7,195 km, dwaj następni po 10 km, trzej ostatni po 5 km.

.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz