Po prawie dwumiesięcznej przerwie
odezwał się dietetyk, z którym zacząłem konsultować moje
wątpliwości dotyczące zielonej diety. Aha, bo może o tym nie
wspominałem, to nie ten sam, który pomagał mi zmienić nawyki
żywieniowe i obniżyć wagę. Zdecydowałem się napisać do osoby
związanej z Vege Runners, sądząc, że ktoś taki będzie miał
pojęcie i o odżywianiu roślinnym, i o potrzebach sportowców
uprawiających dyscypliny wytrzymałościowe.
No więc dostałem pocztę.
Były tam słowa przeprosin, były wyjaśnienia oraz propozycja
żebyśmy kontynuowali to co zostało zaczęte. Hm... I oczywiście,
jak to często bywa w takich sytuacjach, notka pojawiła się w mojej
skrzynce w momencie gdy zacząłem korespondować z kolejnym
specjalistą. Z nikim po słowie nie byłem, a doświadczenie
obejmujące zarówno sport jak i żywienie wydawało mi się
istotne. A że była tam również oferta odroczonej płatności …
Jako zadośćuczynienie za długi czas oczekiwania mogłem rozliczyć
konsultacje dopiero gdy przekonam się o ich skuteczności. Nawet
więcej, otrzymałem prawo do niepłacenia za poradę, gdybym nie był
w pełni kontent. Niczym nie ryzykowałem. Co najwyżej kolejnymi
dniami bez odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
Choć jedno zdanie
wywoływało mimowolny uśmiech. „Gwarantuję, że będzie pan
zadowolony ...” Powiedzonko fachowców, sformułowanie wokół
którego powstało wiele żartów, często przytaczane z ironią i
raczej nie odbierane jako określenie wysokiej jakości.
Jutro w południe minie
tydzień od chwili gdy otrzymałem zaproszenie żeby się nie zrażać,
aby jednak skorzystać z porady. Zareagowałem. Wysłałem nawet
dwie notki. Nic w odpowiedzi nie przyszło.
Jaki jestem zadowolony!
Naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz