poniedziałek, 24 marca 2014

Krótki ciąg dalszy

Po prawie dwumiesięcznej przerwie odezwał się dietetyk, z którym zacząłem konsultować moje wątpliwości dotyczące zielonej diety. Aha, bo może o tym nie wspominałem, to nie ten sam, który pomagał mi zmienić nawyki żywieniowe i obniżyć wagę. Zdecydowałem się napisać do osoby związanej z Vege Runners, sądząc, że ktoś taki będzie miał pojęcie i o odżywianiu roślinnym, i o potrzebach sportowców uprawiających dyscypliny wytrzymałościowe.

No więc dostałem pocztę. Były tam słowa przeprosin, były wyjaśnienia oraz propozycja żebyśmy kontynuowali to co zostało zaczęte. Hm... I oczywiście, jak to często bywa w takich sytuacjach, notka pojawiła się w mojej skrzynce w momencie gdy zacząłem korespondować z kolejnym specjalistą. Z nikim po słowie nie byłem, a doświadczenie obejmujące zarówno sport jak i żywienie wydawało mi się istotne. A że była tam również oferta odroczonej płatności … Jako zadośćuczynienie za długi czas oczekiwania mogłem rozliczyć konsultacje dopiero gdy przekonam się o ich skuteczności. Nawet więcej, otrzymałem prawo do niepłacenia za poradę, gdybym nie był w pełni kontent. Niczym nie ryzykowałem. Co najwyżej kolejnymi dniami bez odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Choć jedno zdanie wywoływało mimowolny uśmiech. „Gwarantuję, że będzie pan zadowolony ...” Powiedzonko fachowców, sformułowanie wokół którego powstało wiele żartów, często przytaczane z ironią i raczej nie odbierane jako określenie wysokiej jakości.

Jutro w południe minie tydzień od chwili gdy otrzymałem zaproszenie żeby się nie zrażać, aby jednak skorzystać z porady. Zareagowałem. Wysłałem nawet dwie notki. Nic w odpowiedzi nie przyszło.

Jaki jestem zadowolony! Naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz