Zrobiłem sobie przerwę. Nie biegam. I powoli zauważam
korzyści płynące z odmówienia sobie czegoś co tak bardzo mnie wciągnęło. Na
pierwszy trening planuję wyjść w Wielkanoc po południu. Niby drobne wyrzeczenie.
Bo co to jest nie biegać? A jednak przyszło z dużym trudem. Świadomość, że buty
postoją trochę na półce była silnym stresem. Muszę się szczerze przyznać, że
zareagowałem strachem. A strach spowodował ostry fizyczny ból. Czego się bałem?
Zmiany poukładanego i sprawdzonego planu dni i tygodni. Braku pewnych emocji towarzyszących
wysiłkowi.
Ostatnie godziny poprzedzające wyjazd do Poznania przyniosły
nagłą gonitwę myśli. Tak gwałtowną, że przez chwilę rozważałem rezygnację z
udziału w zawodach. Co było tego powodem? Myślę, że to rezultat i wielkopostnej
refleksji, i przedstartowego napięcia, i poczucia, że Danusia zostaje sama, i
zastanawiania się jak to jest z moim bieganiem. Byłem przecież przekonany, że
to tylko pasja, że tyle lat sportu wcześniej i teraz uzasadnia głębokie zaangażowanie.
Tak? To mogę pozwolić sobie na przestój. Potrafię nawet wycofać się w ostatniej
chwili z dawno planowanego startu. O cholera! Skąd ten ból?
Piotr przyjął moją decyzję bardzo spokojnie. Wierzę, że
podzielił przynajmniej część obiektywnych argumentów, które przedstawiłem.
Przede wszystkim sam sobie. Najważniejszy jest start maratoński na koniec
października i z tej perspektywy przerwa nie zaszkodzi. A może nawet pomoże.
Jestem w dobrej formie, zrobiłem życiówkę. Rezultaty badań wydolnościowych okazały się bardzo dobre. Piotr ocenił je naprawdę wysoko. Aktualnie nie
choruję. Więc spadek dyspozycji nie powinien być duży. Bo czternaście dni bez biegania
nie oznacza całkowitej rezygnacji. Jestem przekonany, że pozwoli spojrzeć na tą
aktywność w odpowiednim świetle. Tylko tyle. Aż tyle.
I co? Można żyć bez intensywnych treningów. I nie być przy
tym nerwowym, agresywnym. Bo wydaje mi się, że przechodzę ten czas spokojnie.
Nawet z pewnym zadowoleniem. Że jestem opanowany, że utrzymuję przyzwoitą wagę.
Da się!
A dzisiaj rano bardzo poczułem silną ciągotę żeby założyć
buty i swobodnie pobiec przez las. Na mojej wsi było przyjemnie chłodno,
wilgotno, intensywnie pachniało wiosną, a zieleń była świeża i intensywna. Nic
tylko gnać przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz