wtorek, 15 kwietnia 2014

Pauza

Zrobiłem sobie przerwę. Nie biegam. I powoli zauważam korzyści płynące z odmówienia sobie czegoś co tak bardzo mnie wciągnęło. Na pierwszy trening planuję wyjść w Wielkanoc po południu. Niby drobne wyrzeczenie. Bo co to jest nie biegać? A jednak przyszło z dużym trudem. Świadomość, że buty postoją trochę na półce była silnym stresem. Muszę się szczerze przyznać, że zareagowałem strachem. A strach spowodował ostry fizyczny ból. Czego się bałem? Zmiany poukładanego i sprawdzonego planu dni i tygodni. Braku pewnych emocji towarzyszących wysiłkowi.

Ostatnie godziny poprzedzające wyjazd do Poznania przyniosły nagłą gonitwę myśli. Tak gwałtowną, że przez chwilę rozważałem rezygnację z udziału w zawodach. Co było tego powodem? Myślę, że to rezultat i wielkopostnej refleksji, i przedstartowego napięcia, i poczucia, że Danusia zostaje sama, i zastanawiania się jak to jest z moim bieganiem. Byłem przecież przekonany, że to tylko pasja, że tyle lat sportu wcześniej i teraz uzasadnia głębokie zaangażowanie. Tak? To mogę pozwolić sobie na przestój. Potrafię nawet wycofać się w ostatniej chwili z dawno planowanego startu. O cholera! Skąd ten ból?

Zdecydowałem, że pojadę. Zdecydowałem, że wystartuję. A potem dwa tygodnie biegowego nic nierobienia. Dla ostudzenia głowy, dla uspokojenia psychiki. Jedynie trochę gimnastyki i to nie na pewno. Muszę się przekonać, że nie zamieniam jednego przyzwyczajenia na inne.

Piotr przyjął moją decyzję bardzo spokojnie. Wierzę, że podzielił przynajmniej część obiektywnych argumentów, które przedstawiłem. Przede wszystkim sam sobie. Najważniejszy jest start maratoński na koniec października i z tej perspektywy przerwa nie zaszkodzi. A może nawet pomoże. Jestem w dobrej formie, zrobiłem życiówkę. Rezultaty badań wydolnościowych okazały się bardzo dobre. Piotr ocenił je naprawdę wysoko. Aktualnie nie choruję. Więc spadek dyspozycji nie powinien być duży. Bo czternaście dni bez biegania nie oznacza całkowitej rezygnacji. Jestem przekonany, że pozwoli spojrzeć na tą aktywność w odpowiednim świetle. Tylko tyle. Aż tyle.

I co? Można żyć bez intensywnych treningów. I nie być przy tym nerwowym, agresywnym. Bo wydaje mi się, że przechodzę ten czas spokojnie. Nawet z pewnym zadowoleniem. Że jestem opanowany, że utrzymuję przyzwoitą wagę. Da się!

A dzisiaj rano bardzo poczułem silną ciągotę żeby założyć buty i swobodnie pobiec przez las. Na mojej wsi było przyjemnie chłodno, wilgotno, intensywnie pachniało wiosną, a zieleń była świeża i intensywna. Nic tylko gnać przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz