niedziela, 8 czerwca 2014

Nie udało się

Podjąłem ryzyko. Choć pamiętałem wcześniejsze upalne starty (np. Bieg Powstania Warszawskiego sprzed prawie dwóch lat). Choć zabrakło refleksji, że w cztery tygodnie nie da się tak poprawić formy żeby biegać życiówkę. Nie podejmując jednak walki byłbym z siebie bardzo niezadowolony. Nie mogłem od razu poddać się gorącu. Wbijałem sobie do głowy, że przede mną bardzo wymagający wyścig. Bałem się go i wiedziałem, że przełamię tę lęk. Liczyłem może nie na rekord, ale co najmniej na rezultat poniżej 43:00.

Nie wyszło. Czas 45:17 na mecie VI Legionowskiej Dychy jest najgorszym wynikiem w tym roku i dalekim od moich najlepszych osiągnięć. Początek, pierwsze trzy kilometry, były jeszcze w miarę. Miałem wrażenie, że da się. Potem dość szybko zaczęło brakować. Dokładnie nie wiem czego. Zaczęła się walka, żeby totalnie nie odpuścić, żeby urywać pojedyncze sekundy z każdego tysiączka.

Analizę zrobię na spokojnie. Jutro, pojutrze. Analizę tego biegu, po na przemyślenie całej wiosennej części sezonu czas będzie za tydzień i trochę. Czy to tylko kwestia upału, czy zabrakło treningu, czy był w nim jakiś błąd? A może ubiegły rok był najlepszy i więcej już nie wycisnę?

Oczywiście można było postarać się troszeczkę bardziej, jeden czy dwa zakręty pobiec idealnie po krawędzi. Zyskałbym z dziesięć sekund. Ale generalnie nie mogę sobie wiele zarzucić. Nie czuję żeby dzisiaj stać mnie było na dużo więcej. Niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz