Wokół Lasu Kabackiego są dwa lub trzy nieformalne parkingi,
czyli miejsca, w których zostawia się samochody. Korzystają z nich biegacze,
właściciele psów, chodzący z kijami czy spacerowicze. Ja również na nich staję.
Pamiętam, że z podobnym zniesmaczeniem przyglądałem się
kurzącemu facetowi po radomskim Biegu Kazików. Siedział rozparty na ławce, w rozpiętym
dresie, w koszulce z numerem startowym, z medalem na szyi. Rozkoszował się
marcowym słońcem. I głęboko zaciągał. O co chodzi, pomyślałem. Po co? Albo
sport, szczególnie amatorski, albo używki. Wstyd. Obciach.
Czy aby nie zapomniał wół jak cielęciem był? Przecież gdy
grałem w koszykówkę, również paliłem. I potem, już w amatorskich ligach też
sięgałem po papierosy. Bywało, że wręcz obnosiłem się z zapaloną fajką zaraz po
treningu czy meczu. Tak, z pewnością przydałoby się więcej wyrozumiałości.
Przydałoby się … Jednak samemu rzuciwszy palenie, palaczy zaakceptować nie
potrafię. Szczególnie wśród sportowców amatorów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz