Maraton jest nieprzewidywalny. Truizm, owszem. Jakże jednak prawdziwy, szczególnie w odniesieniu do amatorów. Nie sposób być pewnym zachowania nawet dobrze przygotowanego organizmu po np. trzech godzinach wysiłku. Jedną z przyczyn poznańskiej porażki mogło
być słabe przygotowanie „energetyczne”. Nie zrobiłem nic żeby stając na starcie mieć baterie maksymalnie
naładowane. A moje gabaryty trzeba odpowiednio zasilić. Nie chodzi mi o układ mięśniowy czy sercowo-oddechowy zaprawione odpowiednim
treningiem. Nie myślę o koncentracji i skupieniu. Rzecz w optymalnej ilości paliwa pozwalającego na długotrwały intensywny wysiłek.
Gdy bliżej było do kolejnego maratonu za pośrednictwem Piotra trafiłem do Kuby. To doktor farmacji specjalizujący się w bromatologii, nauce o jakości żywności i żywienia. Triathlonista. A wcześniej jeden z czołowych polskich biegaczy, olimpijczyk. Prowadził mnie dietetycznie dwa razy po kilka tygodni.
Gdy bliżej było do kolejnego maratonu za pośrednictwem Piotra trafiłem do Kuby. To doktor farmacji specjalizujący się w bromatologii, nauce o jakości żywności i żywienia. Triathlonista. A wcześniej jeden z czołowych polskich biegaczy, olimpijczyk. Prowadził mnie dietetycznie dwa razy po kilka tygodni.
Dębno pokazało, że było warto. Jakiś czas potem skoncentrowaliśmy się na obniżeniu wagi i utrzymaniu na stałe tej niższej. I znowu, szczegółowa rozpiska co na stół i kiedy oraz dyscyplina. A także kilka uwag, najczęściej powszechnie znanych. O obowiązkowym codziennym śniadaniu, o mniejszych porcjach, o pięciu posiłkach w ciągu dnia, o ich w miarę regularnych porach, o zakazie podjadania, o ograniczeniu słodyczy, wyeliminowaniu napojów gazowanych. I jeszcze garść innych. Nie było wśród nich takiej, której bym już nie słyszał. Dopiero teraz uznałem je za znaczące. Na koniec Kuba dorzucił wytyczne istotne z powodu regularnego treningu. Że biegając rano dobrze jest zjeść przed wyjściem bułkę z miodem lub dżemem albo banana dla uzupełnienia glikogenu w wątrobie (w odróżnieniu od tego w mięśniach jego poziom spada przez noc). Że natychmiast po zakończeniu każdego treningu wskazane jest przyjęcie porcji węglowodanów i białka. Że w dniu intensywnego akcentu należy dla lepszej regeneracji zjeść na kolację sałatkę z mieszaniny zielonych sałat (sałata, rukola, roszponka, cykoria i inne) np. z ogórkiem, pomidorem lub dowolnymi warzywami wg upodobania oraz garścią orzechów i ziaren.
Zastosowałem się. Nadal się stosuję, bo wszystkie rady Kuby mają to do siebie, że nadają się do wielokrotnego wykorzystania. I wcale nie są trudne do wprowadzenia w życie. Dadzą się łatwo połączyć z obowiązkami zawodowymi czy rodzinnymi. Trzeba jedynie chwilę pomyśleć i zorganizować się. Oraz oczywiście chcieć. Gdy słyszę, że się nie da, że fajnie byłoby, lecz ..., przyjmuję, iż wypowiadającemu taką opinię po prostu nie zależy.
Szybko poczułem rezultaty. Już po paru tygodniach waga wskazała dziewięćdziesiąt pięć kilogramów. A wcześniej pokazywała powyżej kwintala. Zacząłem lepiej spać. Poprawiło mi się ciśnienie. Nie miałem z nim problemów, ale ustabilizowało się na książkowym poziomie. I poczułem, że nogi mniej dźwigają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz