To co widziałem na ekranie laptopa zupełnie do mnie nie
docierało. Czytałem krótki komunikat, wpatrywałem się w jego treść i nie
wierzyłem własnym oczom. Poprosiłem Danusię żeby przeczytała, potwierdziła, a
potem mnie uszczypnęła.
Była niedziela, 10 października 2010 roku. Wieczór. Dopiero
co wróciłem z Poznania. Włączyłem komputer żeby poznać wyniki elity biegu. Na
stronie 11. Poznań Maratonu informowano, że wygrałem auto! Fiata Pandę
rozlosowanego wśród wszystkich startujących.
Zaskoczenie było
ogromne. Zupełnie się nie spodziewałem. Zaraz po biegu ruszyłem w kierunku
hotelu. Nie czekałem na dekoracje, nagrody, konkursy. Bardziej pragnąłem
prysznica i krótkiej drzemki. Nie myślałem, że szansę na nagrodę mają i ci,
którzy nie zostali w strefie mety do końca oficjalnego programu imprezy.
Organizatorzy skontaktowali się ze mną telefonicznie we
wtorek. Usłyszałem i potwierdzenie wygranej i prośbę o cierpliwość. Sprawy
konieczne do załatwienia przed przekazaniem pojazdu miały zająć nawet dwa
miesiące. Czasochłonne było również ustalenie z Prezydentem Poznania terminu
dogodnego do przeprowadzenia krótkiej uroczystości oficjalnego wręczenia
nagrody. Ale to wszystko należało do obowiązków orgów. Ja miałem tylko czekać
na zaproszenie.
Spotkaliśmy się w czwartek, 9 grudnia, w jednym z
poznańskich salonów Fiata. Wszystko zajęło raptem kilka minut. Prezydent Ryszard
Grobelny uścisnął mi dłoń, pogratulował, wręczył kluczyki. Zapytał o wrażenia z
biegu. Wsiadłem do samochodu, zrobiono kilka zdjęć. Powiedziałem dwa zdania do
mikrofonu Radia Merkury. I tyle. Oczekiwanie na rozpoczęcie tej uroczystości trwało dłużej niż ona sama. Potem jeszcze chwila
na formalności, przekazanie dokumentów, podpisy. Kawa i ciasteczka. Prezydent,
dyrektorzy z POSiR oraz przedstawiciele sponsora mieli swój poczęstunek. Ja
zostałem z pracownikami niższymi rangą. Było naprawdę sympatycznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz