niedziela, 17 listopada 2013

Trener Piotr

Z Krakowa wróciłem naładowany emocjonalnie. I dumny jak paw z samego siebie. Było mi lekko, było mi dobrze, unosiłem się nad ziemią. Poczułem się lekkoatletą. I chciałem jak najszybciej wystartować w kolejnym maratonie. Paliło mnie wewnętrzne pragnienie żeby poprawić wynik. Zdawałem sobie sprawę, że biegając jak dotychczas znaczącego rozwoju oczekiwać nie mogę. Zrozumiałem co miał na myśli Jerzy Skarżyński pisząc żeby przestać biegać, a zacząć trenować. Dostępne w Internecie plany treningowe nie przekonywały (i nadal nie przekonują). Nie do końca je rozumiałem, nie bardzo wiedziałem jak dostosować tempa. Potrzebowałem czegoś specyficznie dla mnie. No i będąc sportowcem przez duże S wydawało mi się, że powinienem mieć trenera.

Do Piotra trafiłem przypadkowo. I dziękuję Opatrzności za ten przypadek. Właśnie w tym czasie jeden z portali zamieścił informację o jego działalności trenerskiej oraz o dokonaniach sportowych. Szybko się porozumieliśmy. Pracujemy razem już ponad trzy i pół roku. Wierzę, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. :)

Piotr to o bardzo fajny kolega biegacz .Po pierwsze urozmaicił mój trening i spowodował, że zacząłem biegać wolniej, mniej się forsować. Sprawił, że dotarł do mnie sens naprawdę bardzo wolnych wybiegań, że poczułem korzyści z nich płynące, szczególnie w tamtym okresie. Początkowo było to trudne. Nie potrafiłem znaleźć frajdy mozolnym dreptaniu przez las. Nawet bardzo się koncentrując na realizacji założeń nieświadomie przyspieszałem i kończyłem bieg z intensywnością wyższą od zadanej. Po drugie, wymógł skupienie na treści treningu. Żeby realizować to co zaplanowane; nie przekraczać. Choćby samopoczucie było nie wiadomo jak dobre i noga podawała. Wykazywać to się mam na zawodach.

Trener słuchał i pierwotnie układał plany tak żeby pasowały do tego co sobie wymyśliłem. Czasami komentował moje zamierzenia, ale raczej nie protestował. A gdy lepiej się poznaliśmy zmusił mnie abym zaczął myśleć, delikatnie popchnął do podjęcia decyzji czego chcę. Wyniku czy udziału w każdej interesująco zapowiadającej się imprezie? Bo jedno i drugie trudno połączyć. Sprawił wreszcie, że zainteresowałem się przygotowaniem energetycznym do treningów i startów. Wskazał kogo pytać i o co.

Zadziałała też psychologia. Skoro sam, przez nikogo nie przymuszany zdecydowałem się skorzystać z takiej pomocy, to powinienem jak najlepiej realizować wymagania trenera. Inaczej oszukiwałbym samego siebie. Biegałem więc, i biegam, również to za czym nie przepadam. Przykładam się do krótkich przebieżek czy siły biegowej. I cieszę się gdy czuję rezultaty. Zdarzyło się już kilka razy, że na trasie istotnego startu dziękowałem w myślach Piotrowi, iż zmusił mnie do intensywnej pracy na podbiegach. :)

Jak pracujemy? Dzieli nas ponad trzysta kilometrów i kontaktujemy się przede wszystkim mailowo, rzadziej telefonicznie. Poza okresem zimowym najczęściej biegam w systemie trzy tygodnie po pięć treningów i czwarty luźniejszy z czterema wyjściami. I na taki czas otrzymuję dokładnie rozpisane zajęcia. W sobotę lub w niedzielę wysyłam notkę, w której relacjonuję jak poszło w ciągu ostatnich siedmiu dni. A powszechnie dostępna technologia umożliwia Piotrowi śledzenie na bieżąco najważniejszych parametrów. Zwrotnie otrzymuję komentarz i wskazówki co istotne w kolejnym tygodniu. Jeżeli pojawiają się jakieś zawirowania typu choroba, czy trening okazał się za mocny, piszę, albo dzwonię. Propozycje koniecznych zmian dostaję prawie natychmiast. Bywa, że trafię gdzieś bliżej Piotra (najczęściej służbowo) i wtedy staramy się spotkać. Choćby żeby chwilę pogadać. A i zrobiliśmy dzięki temu test biegowy wyznaczający granice tętna w poszczególnych zakresach. Czasami nasze kalendarze startowe pokrywają się i zawody stwarzają dodatkową okazję do rozmowy. Choć ostatnio ich mniej, bo zainteresowania trenera mocno ciążą w kierunku triathlonu. Po każdym starcie wynik przesyłam SMS-em i tą drogą wymieniamy gorące komentarze.

Przez grudzień do końca lutego wskazówki Piotra są mniej szczegółowe. Otrzymuję ogólne zarysy co biegać w tym czasie. Najczęściej na przełomie roku określamy plan na kolejne dwanaście miesięcy (impreza docelowa wiosną, impreza docelowa jesienią, starty kontrolne i te zabawowe, kiedy biegam w zespole firmowym, roztrenowanie). I od początku marca wracamy do regularnej współpracy w siedmiodniowych cyklach raportowania.

Czy nadal potrzebuję trenera? Pomimo, że zdarza się, iż potrafię przewidzieć co otrzymam w kolejnym planie, to myślę, że tak. I nie chodzi tutaj o podbudowanie ego świadomością, że mam indywidualnego trenera. Trochę siebie poznałem, zdobyłem pewne doświadczenia, ale gdybym został sam jedyne co potrafiłbym zrobić to powielić ubiegłoroczne treningi zwiększając miejscami ich tempa. Brakuje mi wiedzy. Organizm uodparnia się na niektóre bodźce. Stale i stale powtarzane środki treningowe przestają być efektywne. Co wtedy? Jakie zmiany wprowadzić? Piotr wie. Już zapowiedział, że w przyszłym roku biegany kilometraż będzie mniejszy. Wzrośnie intensywność.

I ciekawostka. Tomek, kolega biegacz z Warszawy nie bardzo był przekonany do współpracy na odległość. Wybrał więc trenera na miejscu, postać znaną w środowisku biegowym. Miał go na wyciągnięcie ręki, nawet jeden trening w tygodniu realizował wspólnie. Po sezonie jednak zrezygnował. Opowiadał mi, że pomimo tych kilkuset kilometrów mam z Piotrem lepszy kontakt niż on ze swoim instruktorem (dostępność, łatwość komunikacji, jasność przekazu). Czy model działa nie zależy oczywiście od odległości, a na pewno nie w pierwszej kolejności. Osobowość Piotra sprawia, że to się sprawdza. Dlatego chcę kontynuować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz